Twoja reklama na dziś

Rozmowa kwalifikacyjna – stres i męczarnia

Spotkanie potoczyło się wyjątkowo spokojnie, byłem ukontentowany z jego rozwoju. Teraz oczekuję na następny kontakt z agencją. Mam nadzieję, że moje umiejętności marketingowo-reklamowe spowodują, że będę poważnym kandydatem na to stanowisko. Z zniecierpliwieniem czekam na werdykt – albo poprzez maila albo telefoniczną. Jeśli nie dostanę tej pracy może się zdarzyć, że będę zobligowany szukać innych ofert będących w stu procentach odpowiadać moim zainteresowaniom oraz kompetencjom. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję oraz w razie niepowodzenia odszukać dla siebie inną, opcjonalną agencję reklamową, do której mógłbym aplikować w razie fiaska.
Swego czasu odbyłem moją najważniejszą rozmowę kwalifikacyjną w agencji reklamowej. Niejaki pracownik tej firmy odbył ze mną rozmowę, podczas którego wyciągnął ode mnie informacje dotyczące faktu jakie zdobyłem doświadczenie powiązane z reklamami, czym trudnie się w życiu prywatnym oraz dlaczego właśnie w jego przedsiębiorstwie pragnę być zatrudniony. Odpowiedzi wydawać się mogły sztampowe, lecz co w następującej sytuacji mogłem poczynić, jak nie odpowiedzieć w zasadniczy sposób. O rezultacie rozmowy prowadzącej do zatrudnienia do agencji otrzymam wiadomość po dostarczeniu wymaganych rzeczy potwierdzających moje aktualne sukcesy na polu marketingowym.

Stresująca rozmowa

Dzisiaj miałem moją pierwszą rozmowę kwalifikacyjną w agencji reklamowej. Pewny pracownik tej spółki odbył ze mną rozmowę, w trakcie którego dowiedział się jakie posiadam doświadczenie powiązane z reklamami, czym param się na co dzień oraz dlaczego właśnie w jego przedsiębiorstwie pragnę być zatrudniony. Odpowiedzi zdawać się mogły nieco nudne, lecz co w takiej sytuacji mogłem poczynić, jak nie skontrować w taki a nie inny sposób. O efekcie rozmowy kwalifikacyjnej do wspomnianej firmy otrzymam wiadomość po przesłaniu wymaganych materiałów potwierdzających moje aktualne osiągnięcia na gruncie marketingowym.  A historia zwarcie powiązana ze wspomnianą rozmową rekrutacyjną była stereotypowo prosta. Moja dobra przyjaciółka ogłosiła mi, że opróżnia właśnie etat w jednej agencji reklamowej. Trudnią się tam w zasadzie spotami reklamowymi oraz różnymi formami marketingowo-pr’owymi. Stwierdziłem, że warto dać szansę losowi i skontaktować się ze spółką z pytaniem czy nie szukają kogoś na jej dawny etat. Po określonym czasie dostałem twierdzącą odpowiedź. Byłem nieziemsko podekscytowany i postanowiłem napisać, a następnie wysłać moje CV. Jako, że po tygodniu otrzymałem cynk zdecydowałem się, żeby pójść na rozmowę kwalifikacyjną.